„Kość z kości”, myśl z myśli

 

Radosław Czarkowski prowadzi nieustające dyskusje ze swoim przyjacielem R. Brattem, kimkolwiek on jest, bez zbędnych dociekań. Wystawa jego obrazów zatytułowana „Kość z kości” otwarta w Galerii CKiS „Wieża Ciśnień”, przypominała trochę ten dialog. Zdaje się, że zielonogórski malarz lubi stawiać pytania nie tylko sobie, lecz i oglądającym. Otwierać głowy? Do tego skłania.

Na tę wystawę złożył się otwarty cykl obrazów, w którym Radek Czarkowski prowadzi dialog ze swym przyjacielem R. Brattem. Jak mówi, dyskurs ten dotyczy spraw, których nie ma, wszystkiego, co nie istnieje, a co warto nazwać, by zaistniało? – Staram się ponazywać to, co jest, to co bywa lub czego brak. Nie znalazłem dotąd innego sposobu na poznanie świata, aniżeli nadawanie rzeczom imion – wyjaśnia artysta. Inspiracją jest dla niego wszystko, co go otacza. Jest uważny, bo jak mówi, każdy napotkany drobiazg może być ważnym źródłem informacji, z której on czerpie inspirację, a nią chce się dzielić z widzami. Jego obrazy mają stać się nie tylko okazją do zachwytu nad pięknem czy warsztatem, mają wyzwalać w człowieku refleksję i pobudzać do stawiania sobie pytań.

Podczas wernisażu w „Wieży Ciśnień” podobny rodzaj gry Radek Czarkowski podjął z publicznością. Do współtworzenia swoich własnych obrazów zachęcił, prowokując ich pewną opowieścią: – Obudziłem się jak co rano około 6.00 i wyszedłem na papierosa. Na ganku zobaczyłem białego gołębia, nic nadzwyczajnego – siedział na chodniku. Szybko się zorientowałem, że jest z nim coś nie tak, bo zerkał na mnie – to też nic nadzwyczajnego, potem ja popatrzyłem na niego i pomyślałem, że odleci, ale nie odleciał. Byłem coraz bliżej, a gołąb był ciągle w tym samym miejscu, bez ruchu i uważnie mi się przyglądał. Był skupiony na tym, że się do niego zbliżam i miałem wrażenie, że czegoś ode mnie oczekuje. Kiedy wziąłem go na ręce, poczułem, że jest ledwie żywy. Podniosłem go z ziemi, jego ciało było chłodne, wyczuwałem jego serce pod palcami. Kiedy spojrzał na mnie, okazało się, że było to jego ostatnie spojrzenie. Miałem przywilej towarzyszyć mu w ostatniej chwili, która w jakiś sposób każdego z nas dotyczy i spotka. Ponieważ była to dla mnie ważna chwila, nie pozostawało mi nic innego jak poprosić gołębia, by wziął udział w dzisiejszym otwarciu. Poprosiłem go „w cudzysłowie”. I przyniosłem go, i chciałbym, abyście się z nim przywitali albo pożegnali – powiedział podczas otwarcia Czarkowski. Tuż przed nim na postumencie leżał niewielki, zapieczętowany karton, do którego artysta zbliżył się z nożem, żeby wydobyć z niego martwego ptaka. Zamiast niego, wyjął jednak kawałek cegły. – Mam świadomość, że będziecie państwo teraz widzieć nie cegłę, lecz białego gołębia. W tym sensie staniecie się więc współtwórcami równoległej rzeczywistości. Będzie dla mnie zaszczytem, jeśli zechcecie oglądać w taki właśnie sposób moje obrazy. Zostańcie państwo ich współtwórcami – prosił.

Przypomnijmy jeszcze, że Radosław Czarkowski studiował w Poznaniu, dyplom obronił na Wydziale Malarstwa, Grafiki i Rzeźby w PWSSP w 1992 r. Od 1991 r. pracuje w Instytucie Sztuk Wizualnych na Wydziale Artystycznym Uniwersytetu Zielonogórskiego. Zajmuje się rysunkiem, malarstwem, obiektem, instalacją. Swoje prace prezentował na wielu wystawach w Polsce i za granicą. Cykl prezentowany w Galerii CKiS „Wieża Ciśnień” zatytułowany „Kości z kości” powstał na przełomie ubiegłego i aktualnego roku. – Nie wartościuję, nie chcę. Co najwyżej pytam, bo… sam nie wiem – mówi o sobie artysta, zawierając chyba w tych słowach sens swojego myślenia na temat sztuki. Wystawę można zwiedzać do 19 kwietnia.

Izabela Bobrowska

Komenatrze są wyłączone