Tak naprawdę im więcej osób bierze udział w dyskusji tym jest ona bardziej burzliwa, tym trudniej zapanować nad rozmówcami, a emocje często są wysokie z powodu niezgody. Rozmowy przy rodzinnym zjeździe potrafią być głośne, burzliwe, czasem trudno znaleźć w nim jeden wspólny ton, jeden wspólny mianownik poza hałasem i chaosem.

Podejrzewam, że gdyby artystów prezentujących swoje prace w ramach wystawy „Hipersfera” posadzić przy takim rodzinnym stole mogłoby się okazać, że choć mówią różnymi głosami, to jednak brzmią one w dość podobny sposób, są spójne, a na pewno nie kłócą się ze sobą i nie powodują wrażenia chaosu.

Przestrzeń najwyższego piętra wieży ciśnień została wypełniona dziełami różnorodnymi, niejednoznacznymi, powstałymi w najróżniejszych technikach, a ich wspólnym mianownikiem miało być słowo „hipersfera” – hiperkula, w której spotykają się jak pojedyncze słowa łączące się w zdania, w artystyczne wyrażenia, w których interpretacja tak naprawdę zależy od kontekstu otaczających ją dzieł. Kurator, Przemysław Obarski, stwierdził, że wystawa została oparta na wymianie słów-darów pomiędzy uczestnikami, przy czym nie zdradził, jak te słowa brzmią. Spotkały się one jedynie w hiperkuli wydarzenia, sferze wystawy, oddziałowując na siebie wzajemnie i na swój własny kontekst, odczytywany pośród innych dzieł.

W tym kontekście na mnie szczególnie mocno wpłynęły połączone prace malarskie Przemysława Kmiecia oraz instalacja – performance Marcina Olejniczaka. Niepokojące, mroczne obrazy pierwszego z artystów, obrazy sięgające do najbardziej skrywanych fragmentów własnego „ja” łączyły się w artystyczne „zdanie” z „Lapidation” – działaniem, w trakcie którego Marcin Olejniczak badał dźwięk, jego rekonfigurację i dekonstrukcję używając do tego celu kamieni. Zwykłe kamienie polne i drobne kamyki, ułożone na twardej, wykonanej z lastryka podłodze galerii wydawały niepokjące dźwięki podczas ich toczenia i postukiwania. Dźwięk, zwielokrotniony przez echo wysokiej sali wracał w bardzo pierwotnych i podstawowych rejestrach, niemal budząc bestie z obrazów Kmiecia. To zdanie w hiperkuli wystawy wybrzmiało bardzo mocno i wyraziście – dla mnie, jako laika tym wyraźniej, że oparte na najprostszych skojarzeniach. Mam wrażenie, że najwięcej z tej wystawy wyniosły dzieci, których było zaskakująco dużo na wernisażu – z bardzo prostym, dziecięcym zainteresowniem chłonęły każy element wystawy.

„Hipersfera” zaistniała w świadomości artystycznej trochę jak kolejny rodzinny zjazd artystów – ale w przeciwieństwie do tych zwykłych, znanych nam zjazdów rodzinnych tu nie ma kłótni. Tu jest prawdziwa rozmowa, dialog, może czasem dyskusja – ale z gatunku takich, przy których czasem trzeba usiąść z boku, wsłuchać się i pozwolić innym dopełnić własne słowa.

Joanna Graszk-Łojewska

„Hipersfera” wernisaż wystawy. Artyści: Ewa Kulesza, Przemysław Kmieć, Ziemowit Kmieć, Krzysztof Marchlak, Adam Nowaczyk, Przemysław  Obarski, Marcin Olejniczak, Magdalena Pobiedzińska-Siejko, Miłosz Pobiedziński, The Kissinger Twins, kurator: Przemysław Obarski.

Komenatrze są wyłączone