W okresie świąteczno – noworocznym życie toczy się znacznie bardziej intensywnie – szukamy prezentów, kupujemy składniki na świąteczne potrawy, nagle przypominamy sobie o tysiącu rzeczy do zrobienia przed 24 grudnia lub 31 stycznia. A tymczasem cała idea świąt sprowadza się do bliskości, rozmów i spędzenia wspólnie czasu. Można to zrobić siedząc w domu na kanapie, można też wyjść na zewnątrz, pospacerować po mieście i sprawdzić, co do zaoferowania mają lokalne instytucje kulturalne. W tym roku w Koninie można było się wybrać na Plac Wolności i wziąć udział w jarmarku bożonarodzeniowym.

Koniński jarmark bożonarodzeniowy to impreza barwna i przyciągająca ludzi. Trudno mówić o tłumach – konińska starówka leży poza głównymi ciągami komunikacyjnymi, życie się skupia głównie dookoła dworca kolejowego i autobusowego, ale organizatorom udało się choć trochę wyciągnąć koninian z domów. Na pewno podziałała wizja barszczu ukraińskiego, grzańca czy możliwość kupienia za grosze pierników i przysmaków. Przyznam szczerze, że spodobało mi się, jak CKiS wsparła przyroda – na drzewach, oświetlonych niebieskimi lampkami przez cały dzień utrzymywała się biała szadź, dodająca dekoracjom uroku.

Sobotnia część jarmarku była zdecydowanie ciekawsza i pełniejsza – na stoiskach wystawiło się więcej wystawców, odwiedzający chętniej korzystali z atrakcji, a gwiazdą wieczoru – oprócz kapeli góralskiej – na pewno był orszak Królowej Śniegu i krótki pokaz teatru plenerowego. Widać było, że wszyscy zebrani na placu czekają na ten właśnie punkt programu – od dzieci, po dorosłych. Po występie pozostał tylko krótki niedosyt, że to już i że po wszystkim. Sobotnia część kończyła się wieczorem, gdy ciemność na zewnątrz pomogła wydobyć świąteczne iluminacje i światła przedstawienia. Niedziela była bardziej leniwa, spacerowicze skupiali się głównie na występach scenicznych i warsztatach.

Cieszyło mnie, że na stoiskach można znaleźć tylko rękodzieło, domowe przetwory i wyroby, niewielkie produkcje lokalnych manufaktur i producentów. Nie zakradła się tam tandetna „chińszczyzna”, ba, nawet na warsztatach dla dzieci dominowało rękodzieło i zabawy wymagające trochę myślenia. Na dwa dni starówka konińska stała się miejscem spotkań różnych osób, ostrożnie sprawdzających, czy w Koninie można się bawić przedświątecznie tak, jak w innych, większych miastach. Na scenie rozbrzmiewały dźwięki i słowa kolęd, w powietrzu unosiły się zapachy jedzenia i wszyscy chyba nagle poczuli, że święta są tuż, tuż.

Ten tekst ukazuje się z dużym opóźnieniem, ale też potrzebował czasu, byśmy nabrali dystansu do tego wszystkiego, co się ostatnio wydarzyło. Po sympatycznym weekendzie 17-18 grudnia w Koninie, 19 grudnia dotarły do nas tragiczne wiadomości z Berlina. Ten sam czas, tuż obok nas, podobni do nas ludzie, podobny jarmark. I gdzieś podświadomy strach, że podobna sytuacja mogłaby równie dobrze wydarzyć się tutaj. A cała radość świąt Bożego Narodzenia tkwi w przebywaniu z innymi ludźmi. Nie bójmy się do nich wychodzić, spędzać z nimi czasu, nie dajmy się zastraszyć i schować w domu. Niebezpieczeństwa mogą dopaść nas wszędzie, a tylko, jeśli wyjdziemy, posłuchamy kolęd śpiewanych przez dzieci i z innymi napijemy się grzańca pod choinką mamy okazję poczuć ducha świąt. Oby Konin rozwijał tradycję jarmarku i oby zaczął on coraz bardziej łączyć koninian. Za rok spotkajmy się znów na jarmarku na Placu Wolności – może nawet w jeszcze szerszym gronie.

Joanna Graszk-Łojewska

Jarmark bożonarodzeniowy w Koninie, 17 – 18 grudnia 2016 r., Plac Wolności.

Komenatrze są wyłączone