Muzyka dla kobiet dla wielu kojarzy się z miękkością, lampką wina w zimny wieczór, półmrokiem i delikatnymi dźwiękami, uspokajającymi tętno i wyciszającymi emocje. Muzyka dla kobiet często jest gładka, pozbawiona rys i niepokojów, czasem może bywa infantylna, czasem może brakuje w niej ambitnych tekstów i czegoś, co wywołałoby w odbiorcy niepokój. Czasem mam wrażenie, że współczesne koncerny fonograficzne promują gwiazdki jednego dnia, jednego przeboju, których jedynym zadaniem jest wylansować przebój, za którym pójdą szczególnie kobiety – przebój romantyczny, czasem ckliwy i bezbarwny, ale nade wszystko dobrze się sprzedający.

Muzyka dla kobiet podczas tegorocznego przedsięwzięcia Konin Miasto Kobiet nie do końca odpowiadała tym schematom. Owszem, można było się uraczyć winem podczas recitalu Soni Bohosiewicz, z zasady na widowni panuje też mrok, kiedy na scenie występuje artysta, ale żaden z koncertów, zaserwowanych przez organizatorów nie wpasowywał się w schemat gładkiego, lukrowanego i nijakiego produktu, który nie wywoła żadnej refleksji, a jedynie pobudzi sprzedaż. Owszem, nie można odmówić Soni bardzo atrakcyjnego wyglądu, miękkiego głosu i śpiewania piosenek, które już są przebojami, ale historie, które snuła między poszczególnymi utworami mogły skłaniać do zastanowienia się, czy świat, w którym żyła Marylin Monroe nie był po prostu złotą klatką, która dawała jej wszystko poza szczęściem. W trakcie koncertu wystąpiła również Betty Q z pokazem – striptizem, ale znów – ani to nie był tradycyjny striptiz, ani też Betty Q nie była typową modelką, do której przyzwyczaiły nas tabloidy i wygładzone w programach graficznych ciała celebrytek. Widzowie nagle zetknęli się z burleską, ze strojem i makijażem innym, niż te znane, a do tego – z ciałem pełnym, kobiecym, takim, które obecne kanony często nakazują chować, odchudzić a przede wszystkim – nie chwalić się nim.

Trudno też mówić o muzyce lekkiej i bezbarwnej, kiedy pomyślimy o piosenkach niedawno zmarłego Wojciecha Młynarskiego – uczniowie konińskiej Famy również je wyśpiewali dla licznej widowni. I choć wykonanie czasem nie było tak perfekcyjne, choć nieraz zabrakło nieco umiejętności wokalnych lub aktorskich – to były kolejne utwory, które pomimo metryki nadal brzmiały świeżo, nadal zachęcały do myślenia, do chwili zadumy nad pointą.

Najtrudniejszy zapewne w odbiorze był ostatni koncert Fisz Emade Tworzywo. Koncert zamknięty w mroku, z trudnym oświetleniem konturowym, budującym mroczny klimat, z niepokojącymi głosami i wokalami, koncert, który można odbierać wtulonym w fotel, ale i też w drugiego człowieka, koncert prowokujący do chwili ciszy, ale i też do rozmowy po nim. Bracia Waglewscy edukują swoich odbiorców, uczą ich interpretacji tekstów, które nie są gładkie czy też łatwe do sprzedaży.

W piątkowy wieczór znów gdzieś gonił mnie czas i nie miałam jak zostać dłużej i posłuchać reszty utworów z płyty „Drony”. Jakoś tak mam wrażenie, że wszystkie te wydarzenia muzyczne mówiły kobietom, by właśnie się zatrzymały, znalazły czas i pozwoliły myślom biegnąć. By pozwoliły sobie na głębszą myśl gdy twórcy ją im dają, gdy słyszą muzykę i teksty, których normalnie nie usłyszą w komercyjnym radiu. By pozwoliły sobie na muzykę kobiecą tak daleką od stereotypów – bo przecież każda kobieta jest inna i najgorsze, co może zrobić dla siebie i swojej kobiecości to dać się wpisać w jakikolwiek stereotyp.

Joanna Graszk-Łojewska

 

Koncerty w ramach działań „Konin Miasto Kobiet”:

Sonia Bohosiewicz, recital: „10 sekretów Marilyn Monroe”
Spektakl muzyczny, piosenki Wojciecha Młynarskiego w wykonaniu Famy: „Stacja w mieście K.”

Fisz, Emade, Tworzywo, koncert „Drony”.

Komenatrze są wyłączone