Podobno kobiety nie potrafią się dogadać, a żaden mężczyzna nie wymyśli tak perfidnej złośliwości wobec kobiety jak inna przedstawicielka tej samej płci. Czasem obserwuję mężczyzn i zazdroszczę im tego specyficznego poczucia wspólnoty, jedności, takiej zwykłej solidarności, która sprawia, że nawet będąc sobie obcy potrafią być sobie mniej lub bardziej życzliwi. Mam nieraz wrażenie, że kobiety nie zawsze potrafią się tak zwyczajnie dogadać, że między kobietami więcej jest rywalizacji, niedpowiedzeń i łatwiej o urażoną dumę czy zranione ambicje.

Z drugiej strony kobiety częściej potrafią się zjednoczyć w sposób bardziej trwały niż mężczyźni – takie zjednoczenie pokazują co roku w Koninie podczas Konińskiego Kongresu Kobiet. W 2017 r. obchodził on swoje pięciolecie, tak więc oprócz standardowych paneli pojawiło się nieco więcej przemów – na scenę weszła Ewa Jeżak, jak i Dorota Warakomska, Paulina Hennig-Kloska czy też Tomasz Nowak. Ze sceny padło trochę słów wzniosłych, jak i zwyczajnie prostych, trafiających do obecnych na widowni, a zanim wszyscy skupili się na panelach całość otworzyła część taneczno-rozgrzewkowa. Prawdopodobnie Ewa Jeżak rozmawiająca pięć lat wcześniej z Dorotą Warakomską o pomyśle kongresu nie przypuszczała, że ta jednorazowa impreza zamieni się w cykliczne spotkanie konińskich kobiet.

Sporo osób zapewne przyciągnęła oferta różnych firm – zarówno kosmetycznych jak i bardziej medycznych, które oferowały w trakcie paneli możliwość przejrzenia swojej oferty oraz skorzystania z niektórych usług. Niezależnie od tego dużo osób z uwagą słuchało panelu „Seks – po prostu porozmawiajmy”, gdzie jedną z głównych zaproszonych była Joanna Keszka, podobną uwagą cieszył się panel „Poczet feministów”, gdzie na scenie zasiedli sami panowie (m. in. Janusz Leon Wiśniewski oraz Roman Kurkiewicz). Oba panele były o tyle intersujące, że rozmówcy nie bali się dyskutować na tematy nieco kontrowersyjne – zarówno te dotyczące seksualnej satysfakcji kobiet, jak i tego, jak mężczyźni postrzegają feminizm, który dla nich jest zwyczajnym szacunkiem dla drugiej osoby – niekoniecznie związanym z płcią, a raczej samym faktem bycia człowiekiem.

Skoro Kongres odbył się po raz piąty to był też i tort, krojony przez Ewę Jeżak, był poczęstunek i rozmowy między kobietami. Takie – można powiedzieć – babskie spotkanie, tyle, że nie skupione na plotkach a na rozmowach na poważniejsze tematy. I nawet jeśli może gdzieś odczuwam niedosyt szerszej dyskusji – a nie tylko wśród paru osób na scenie – to miło się poczuć raz na jakiś czas elementem szerszej, bardziej zjednoczonej społeczności.

Joanna Graszk-Łojewska

5. Koniński Kongres Kobiet.

Komenatrze są wyłączone