Kobieta i kobiecość często kojarzy się z cielesnością. Obserwujemy nasze ciała w lustrach przymierzając ubrania, ważymy się sprawdzając czy po zimie nadal jesteśmy lekkie jak piórko, porównujemy się z modelkami męcząc się podczas ćwiczeń, patrzymy jak się zmienia podczas ciąży. Oczekiwanie na dziecko jest właśnie o tyle szczególnym momentem, że ciało kobiety ulega największej przemianie, często nieodwracalnej deformacji, a zarazem staje się miejscem, w którym powstaje nowe życie.

Ciąża też często inspiruje – tak właśnie było w przypadku Danki Milewskiej, która dzięki własnej ciąży i doznaniu własnego ciała, jego tabu w stanie oczekiwania na narodziny dziecka postanowiła zarejestrować kilka nagrań. Nagrałą płytę „Sonoformy”, będącą zapisem własnej cielesności, muzyką ciała, niespokojną, nieco performerską, nagrywaną nie tylko w studiu, ale i też w ogrodzie botanicznym, skupioną na wrażeniach i doznaniach. Muzyka nieco kojarzy mi się z zapisem rytuałów szamańskich, obrzędów przejścia, które w kulturach prymitywnych są najwyższym sacrum – dźwięki odnoszą się do najgłębszych, najpierwotniejszych doznań istoty, której stan jest stanem granicznym, a co za tym idzie – wkrótce ulegnie przemianie. To ciałogranie, ciałosłuchanie oddaje najróżniejsze stany emocji, napięcia kłębiącego się w ciele przyszłej matki, oczekującej na przyjście dziecka – schematu znanego od początku istnienia ludzkości, a za każdym razem pierwszego i nie do powtórzenia.

W przestrzeniach wieży ciśnień dźwięki z „Sonoformy” rozbrzmiewają donośnie, przenikliwie, czasem drażniąco, a nieraz delikatnie, jak kołyska. Można się położyć na matach na podłodze, można zamknąć oczy i pozwolić myślom płynąć. Można podążać za skojarzeniami, ale i też po prostu zwyczajnie się zrelaksować i odpocząć. Wysokie ściany rezonują dzwonki i miękkie nuty, muzykę, która daje swobodę wejścia w siebie, wsłuchania się w ciało, cielesność, a zarazem pozwalała na oderwanie się od cielesności, teraźniejszości, techniki i zanurzenie się jedynie w świadomość.

I właściwie można by oderwać się od przyczyny powstania muzyki, cielesności autorki, aczkolwiek między uczestnikami spotkania przechadzała się córeczka artystki, mała, bardzo rezolutna dziewczynka, istota, która zapewne za jakiś czas sama sięgnie bardziej świadomie do nagrań, których była przyczyną. Ciekawe, jak ona odbierze te nagrania, gdy jej samej przyjdzie się zmierzyć z odwiecznym rytuałem przejścia kobiety, w której ciele budzi się nowe życie.

Joanna Graszk-Łojewska

„Sonoformy”. Spotkanie autorskie z Danką Milewską. Prezentacja eksperymentalnego projektu dźwiękowego w ramach działań „Konin Miasto Kobiet”.

 

Komenatrze są wyłączone