Wystawa Adama Molendy to instalacja składająca się z pustych podobrazi scalonych w jedną ścianę. Między pustymi prostokątami umieszczone są też płótna zapełnione realistycznymi odwzorowaniami rzeczywistości: zlew z naczyniami, drużyna piłkarska, znaczek pocztowy ze sputnikiem itp. Wnikliwy obserwator zwróci uwagę, że rzeczywistość jest sprzed kilkunastu – kilkudziesięciu lat, jej odwzorowanie pozwala na wychwycenie nawet takich niuansów jak kształt naczyń czy detale ubrań piłkarzy. Pomiędzy wiernymi odwzorowaniami wizerunków przewijają się też podobrazia wypełnione abstraktami w postaci kolorowych plam o kształcie prostokątów. Te z kolei, nie pozwalają na jakąkolwiek klasyfikację, oddają odbiorcy pełne pole do interpretacji i wniosków.

Rzeczywistość bytów przedstawionych przez Adama Molendę przenika się na wielu płaszczyznach: codzienności, rzeczywistości mediów, płaszczyzn krajobrazów nieznanych rzeczywistości i białego, niewybudzonego płótna. Są to byty i codzienne, powszednie, jaki wyobrażone, istniejące „gdzieś indziej. Byty zupełnie nieznane, abstrakcyjne, jak i takie, które dopiero zostaną „stworzone”, wymalowane pędzlem na białym płótnie.

Chyba najtrudniejsze jest pokazanie abstrakcji, które twórca nosi w sobie, podobnie, jak równie trudne jest odzwierciedlenie w sposób artystyczny realnego tworu. Obie te sytuacje ścierają się ze sobą, w obu przypdakach twórca skazany jest na swego rodzaju walkę z materią jak i ideą.

Artysta stawia przed odbiorcą mur zbudowany z różnych elementów rzeczywistości – tej bardziej realnej „tutaj, i tej realnej „tam”, istniejącej może tylko w wyobraźni, ale niekoniecznie gorszej.

Joanna Graszk-Łojewska

„Realność absurdu albo byty subtelne”

Komenatrze są wyłączone